"Podpisałem ustawę, ponieważ jestem zwolennikiem lustracji konsekwentnie od 1991 roku" - powiedział prezydent.
Prezydent Lech Kaczyński wyjaśnił, że jest zwolennikiem lustracji, ale takiej, która polega na ujawnianiu agentury
agenci tajnych służb rozbijali Polonię w Niemczech
|
poniedziałek, 13 listopada 2006
tzw. działacze polonijni w Niemczech muszą być bezwzględnie poddani lustracji
>Von: z.p.zgoda@... [mailto:z.p.zgoda@...] czytaj też, vide: środa, 04 października 2006
stanowisko Polskiego Ośrodka Kultury w stosunku do antyżydowskiej prowokacji z udziałem dra Zbigniewa Kosteckiego
http://kurier.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?99195 Wochenblatt auf Polnisch - tygodnik po polsku, Dortmund Apel ws. lustracji Polonii - POLONIA BEZ AGENTňW!
[...]
niezwykle ważną okolicznością jest fakt penetracji organizacji polonijnych przez tajnych współpracowników (tzw. TW) PRL-owskiej Służby Bezpieczeństwa, których ujawnienie uniemożliwiają obecne regulacje prawne. To z kolei prowadzi do załamywania się działalności wielu organizacji
i odstręcza ludzi od podejmowania pracy społecznej, utrzymując bardzo niski poziom wzajemnego zaufania, czemu należy w końcu położyć kres [...] |
Ostatnie notki
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
GAZETA POLSKA
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne
NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
SOWA VIDEO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
| ||||||||||||||
| ||||||||||||||
Dmowski - fatalne dziedzictwo
Żydówka zawsze pozostanie Żydówką, Żyd - Żydem. Mają skórę inną, zapach inny, sieją zepsucie wśród narodów - pisał Roman Dmowski. Ten zasłużony dla sprawy niepodległości Polski mąż stanu pisał i takie słowa w swoim "Dziedzictwie", powieści obsesyjnej. Artykuł Andrzeja Osęki
[...] Tu snucie miłosnych wspomnień przeradza się w wykład o różnicach rasowych: "W tobie odezwał się wtedy wstyd kobiety, a we mnie honor mężczyzny - dwie wielkie instytucje naszej cywilizacji. (...) Tego nie znają Żydzi. Oni są niehonorowi, a ich kobiety bezwstydne". I tak przez całe 267 stron powieści Kazimierza Wybranowskiego "Dziedzictwo": mówi się o miłości, krajobrazie, patriotyzmie, polowaniu, nauce, społeczeństwie, religii - lecz każdy wątek prowadzi w końcu do tego, że Żydzi są brudni, chciwi, podli, zdradzieccy i wiecznie spiskują, by Polskę zgubić. Należy więc ich "tępić, jak się tępi drapieżne zwierzęta i jadowite gady".
[...]
W takiej to sytuacji Roman Dmowski, zasłużony dla sprawy niepodległości Polski mąż stanu i przenikliwy strateg polityki międzynarodowej, zaczął snuć swoje fantazje literackie, układając powieść, którą zatytułował "Dziedzictwo". Nie napisał jej przez sen. Włożył w nią wiele uczucia i przemyśleń. Ona jest faktem, którego się z naszej historii usunąć nie da.
Powieść ukazywała się najpierw w odcinkach, w endeckiej "Gazecie Warszawskiej Porannej". W formie książki wyszła w roku 1931. Dmowski (ur. 1864) wycofał się już wtedy z działalności partyjnej, nadal był jednak czynnym publicystą, ideologiem obozu narodowego. Sprzyjał włoskiemu faszyzmowi, który wedle niego "zdobył się na wielkie wysiłki ku wymieceniu z życia narodu czynników rozkładu moralnego, obyczajowego i religijnego". W szkicu "Hitleryzm jako ruch narodowy" (1932) Dmowski pisał: "Hitlerowcy rozumieją, że chcąc zorganizować Niemcy na podstawach narodowych, muszą zniszczyć pozycję Żydów i ich wpływ na społeczeństwo niemieckie". Zwracał jednak uwagę, że naziści mają przed sobą dylemat: "Żydzi byli awangardą niemczyzny na ziemiach polskich, [więc gdy się] idzie z Żydami przeciw Polsce, to trudno tych Żydów niszczyć w Niemczech". Niemcy - wiemy dziś - jakoś sobie z tym problemem poradzili.
[...]
W latach 30. ukazywały się niemal co rok kolejne wydania "Dziedzictwa". W roku 1942 książka wyszła w Londynie staraniem ks. Stanisława Bełcha, duszpasterza polskich emigrantów. Dwa lata później wydano ją w okupowanym Krakowie, bez jakichkolwiek cięć. Hitlerowskim cenzorom ten rodzaj polskiego patriotyzmu widać nie przeszkadzał.
Teraz można tę książkę kupić w Polsce w dwóch różnych wydaniach. Dwa wydawnictwa przekonują czytelników, jak bardzo jest aktualna, jak realne są opisywane w niej masońskie zagrożenia dla narodu.
Ideologiczny dreszczowiec
Na polską wieś zjeżdża z zagranicy młody człowiek, który się tam wychowywał na koszt mało znanego sobie stryja. Stary pan zmarł właśnie, zostawiając mu dwór, pokaźny majątek ulokowany w londyńskich bankach oraz dziedzictwo duchowe w postaci dawnych swych grzechów, dramatów i nieszczęść. Jest pogrzeb w wiejskim kościółku, nocą, wokół panują "nieprzeniknione ciemności". Przy trumnie prawie pusto, żadnych przemówień, tylko cisza i groza. Zmarły - kiedyś światowiec - ostatnie lata spędził w zupełnej samotności, w domu otoczonym murem, strzeżonym przez złe psy. Bratanek, człowiek śmiały i twardy - jego nazwisko Zbigniew Twardowski - postanawia zmierzyć się ze spuścizną po stryju, stopniowo poznaje ponure tajemnice, które go złamały. A jest to ni mniej, ni więcej, tylko przegrana walka z masonerią i światowym żydostwem.
Stryj Alfred Twardowski sam należał kiedyś do loży, posłusznie wykonywał amoralne rozkazy, gdy jednak zobaczył, jak "uczynni grabarze" (tak się bowiem w książce masoni nazywają) chcieli w toku wojny światowej wydać Polskę w ręce Niemiec, jej najgorszego wroga (niczego konkretnego o tych planach autor nam nie mówi), obudziło się w nim polskie sumienie - zerwał z "grabarzami", wykradłszy im uprzednio jakieś tajne masońskie papiery, wysoce całą organizację kompromitujące. "Grabarzom" nie udało się tych papierów odzyskać, poczęli więc niszczyć dawnego konfratra czym się da, głównie oszczerstwami. Najbardziej jadowita okazała się plotka, której uwierzyła narzeczona zbuntowanego: że ma on brzydką chorobę, prowadzącą do paraliżu i szaleństwa. Odeszła odeń, wyszła za innego, co doprowadziło Alfreda do przedwczesnej śmierci.
Teraz bój z prześladowcami podejmuje Zbigniew, lecz on - jak mówi o sobie - nie jest "z tych, którzy są bici". Okazuje się, że przez dziesięć lat studiował różne nauki tajemne, zna język hebrajski, posiadł wiedzę o wszelkich sztuczkach masonów - a więc zna ich i potrafi odróżnić, choćby się podawali za Anglików, Holendrów, Polaków. Gdy więc przychodzą, by go wybadać, przekupić, nastraszyć, by w papierach po stryju odnaleźć masońskie dokumenty - Twardowski widzi, że na przykład dystyngowany mecenas Culmer, rzekomo Anglik z pochodzenia, ma grube wargi i oczy czarne jak węgle, gorejące, od których "wieje żar arabskiej czy syryjskiej pustyni". Semita, myśli Zbigniew. Sam ma oczy szare i cienkie zaciśnięte usta, jakie powinien mieć nieubłagany sędzia. Wkrótce wychodzi na jaw, że Culmer nazywa się Kulmer, a Kulmery to "Żydy polskie z Chełmna na Pomorzu". To właśnie ów mecenas - najważniejszy wśród miejscowych "grabarzy" - zniszczył stryja Alberta; dzięki niepojętym wpływom wynosi jednych ludzi, pogrąża innych, umiejętnie pilnując interesów żydowskich, jak to robią Żydzi w Polsce od wieków.
Treścią "Dziedzictwa" jest atak masonów i kierujących nimi Żydów na głównego bohatera oraz osoby mu bliskie: haniebne oszczerstwa, szwindel z nieistniejącymi kopalniami złota, perfidne zrujnowanie szlachetnego, choć naiwnego ojca Wandy, ukochanej Zbigniewa, nagłe śmierci ze zgryzoty, zamach bombowy, wizyty tajemniczych delegatów ze światowej masońskiej centrali, ustawiczne spiskowanie, malownicza rozwiązłość (żydowska, oczywiście), pożar podpalonego przez masonów dworu. Mamy też podwójne morderstwo, jednak tutaj ofiarami są dwaj Żydzi: mecenas Kulmer i jego służący, również ciemny typ. Załatwił się zaś z nimi Grzegorz, wierny służący kiedyś Alberta, potem Zbigniewa. Wkrótce Grzegorz ginie bohatersko w czasie pożaru. Modlą się za jego duszę.
Pewien fragment książki porównać można do protokołów mędrców Syjonu w miniaturze. Oto stary Kulmer, ojciec przyszłego mecenasa, poucza dorastającego syna, jak postępować z Polakami: "Lepiej, żeby się bawili dla Polski, niż pracowali dla niej. A gdy przyjdzie odpowiednia chwila, pchnąć ich dalej do krwawych manifestacji, żeby się dali zarzynać i zarzynali Polskę. Tak zrobiliśmy w 63 roku. I w tym jednym roku uszliśmy naprzód więcej, niż przez trzydzieści lat poprzednich. A im przybywa jeszcze jedna rocznica do obchodzenia... Gdyby oni dostali z powrotem swoje państwo i na nowo by im było wszystko wolno, to bez przerwy urządzaliby jubileusze, rocznice, zjazdy, obchody, pochody... (...) Ja ci ręczę, że oni najpierw nauczą się ordynarnie kraść, niż powiększać polski majątek, i zanim Polskę wzbogacą, już ją rozkradną. I do tego także trzeba ich zachęcać. (...) Pieniądze przechodzą w nasze ręce i przyjdzie nie za długo czas, że tylko my je będziemy mieli. Wtedy wszyscy oni będą w naszej niewoli, będą służyli nam za część tego grosza, który żeśmy im zabrali. Ty, Henryku, będziesz bogaty, a twoje dzieci jeszcze bogatsze...".
Dmowski pisał to, gdy Polacy mieli już od 12 lat niepodległe państwo, jednak obóz narodowy w nim nie rządził. Pisał "Dziedzictwo" przeciw rządzącej sanacji. Cała zawarta w książce spiskowa wizja nowego państwa sprowadza się do tego, że wszyscy rozkradają Polskę, a kierują tym i korzystają na tym Żydzi. Będą coraz bogatsi, my coraz biedniejsi. Działają z ukrycia. Ochrzcili się, pozmieniali nazwiska, stali się strasznymi patriotami. Jak stary Kulmer, który mówi do syna: "Widzisz, tu w rogu stoi Mickiewicz z gipsu, a przed nim lampka się pali. Ale za ile groszy dziennie tej oliwy się wypali? To mnie nie zrujnuje...".
Córka Kulmera nazywa się Brzozowska. Za namową masonerii uwodzi Twardowskiego zmysłowymi liniami swego ciała, lecz mężczyzna o narodowym umyśle dostrzega u niej "wczesne przekwitanie kobiet tej rasy". A przy tym przez zapach mocnych perfum "przedziera się ostra, drażniąca, przykra woń jej bujnych, czarnych włosów". Żydówka zawsze pozostanie Żydówką, Żyd - Żydem, fizycznie, psychicznie, kulturowo. Mają skórę inną, zapach inny, z natury są cyniczni, rozpustni. Głosząc liberalizm - są rozsadnikami zepsucia wśród narodów. We wspomnianym szkicu z 1932 roku Dmowski pochwala faszystowskie i nazistowskie ograniczanie wolności - "bo w języku masońskiego liberalizmu wolnością nazywa się nie tylko możność myślenia, wierzenia i życia tak, jak się każdemu podoba, ale i pełna swoboda dla wszelkiej kanalii promenowania publicznie swej zgnilizny, narzucania jej wszystkim, czy chcą, czy nie chcą na nią patrzeć...". Podobnie myślą ci, którzy ze wstrętem wyrażają się dzisiaj o "paradach pedałów".
Z powieści Dmowskiego wynika, że brzydzić się szczerze wszystkim, co tyczy "tej rasy" - to dawać świadectwo czystości moralnej, prawdziwej polskości. Wiejski proboszcz, człowiek gołębiego serca, współczuje znajomemu lekarzowi, opatrującemu chore dzieci, że "dla chleba musi się tak grzebać w brudach żydowskich". Dla Zbigniewa Twardowskiego nawet potrawy żydowskiej kuchni są niedobre, za ciężkie.
Narodowe powietrze
"Dziedzictwo" nie jest jedynie książką, dającą upust fobiom i obsesjom autora. Mamy tu również pewien obraz ideału narodowego - wzorowego mężczyzny, godnej naśladowania kobiety, znajdujemy opis właściwych stosunków międzyludzkich a nawet pożądanych relacji między człowiekiem i zwierzęciem.
Po zmarłym stryju Zbigniew odziedziczył rasowego wilka, wabiącego się Piorun. Pies ten jest wcieleniem wierności oraz niezawodnego instynktu. Na niepojętej zasadzie wyczuwa, kto staje się jego nowym panem a kto jest obcy. Gdy żydomasoneria podkłada bombę pod łóżko Twardowskiego, Piorun unieszkodliwia zamachowca, ratując swemu panu życie.
Instynkty są w wyobrażonym przez Dmowskiego-Wybranowskiego świecie niezmiernie ważne, nie tylko ostrzegają przed Żydem, lecz także pozwalają na mistyczną łączność z ziemią, ojcowizną. Gdy Zbigniew wychodzi z dubeltówką w pole i "wciąga w płuca to ostre zimowe powietrze polskie" - zaczyna się odradzać. Poznaje to po nim wspomniany proboszcz: "To zetknięcie z Polską tak na pana działa: tam na obczyźnie, był pan rośliną, którą z korzeniami wyrwano z ziemi".
Mądry starzec Grzybowski, wokół którego gromadzą się ludzie walczący z masonami, mówi Twardowskiemu: "był pan wśród obcych, którzy nic pana nie obchodzili". To - zwróćmy uwagę - plemienny sposób myślenia: obcy nie mogą człowieka obchodzić, tylko swoi. Wedle Grzybowskiego należy odrzucić indywidualizm, wznieść się ponad własne interesy, "oddać siły sprawie zbiorowości, społeczeństwa, narodu". Starzec widzi w Twardowskim coś, "co jest naszą wyższością nad ludźmi zachodnimi: pan ma mocne instynkty, wiążące pana z narodem; siedzi w panu porządny Polak".
Potem okazuje się, że Twardowski to również człowiek, który umie rozkazywać, zaś inni słuchają jego rozkazów. W odróżnieniu od Alfreda, samotnika pokonanego przez wrogów, Zbigniew potrafi działać w zorganizowanych grupach - i zwycięża. Niczego jednak konkretnego o tych zwycięstwach się nie dowiadujemy, bo są to tylko rojenia autora o roli silnego człowieka na czele silnego, karnego narodu (Dmowski pochwalał skoszarowanie mężczyzn przez Hitlera.)
Twardowski zdobył wszelako Wandę, która - co autor opisuje z rozmarzeniem - nazywa Zbigniewa w duszy "swoim władcą" i mówi mu: "Nikt nie wie, jak ja umiem być posłuszną. Ale tylko temu, kto umie rozkazywać". Pewien Żyd chciał Wandę poślubić, lecz ona go odtrąciła z odrazą, a Zbigniew - moralnie zmiażdżył i zdemaskował jego szalbierstwo.
Robienie polskiego antysemityzmu
Bardziej powściągliwi narodowi ideologowie utrzymują, że "Dziedzictwo" w dorobku Romana Dmowskiego jest pozycją marginalną, napisał bowiem tę książkę starszy schorowany człowiek. Prawda, że w powieści Dmowski pohulał sobie z większą niż zwykle swobodą, nadał swoim poglądom formę sensacyjną i melodramatyczną - lecz to są przecież jego poglądy. Wyrażał je już wtedy, gdy w 1919 roku jako przedstawiciel państwa polskiego brał udział w międzynarodowej konferencji pokojowej. W liście do Stanisława Grabskiego pisał: "Dziś niema już wątpliwości, że międzynarodowy kahał zapanował na konferencji. Ze składu delegacji angielskiej, amerykańskiej a nawet francuskiej i włoskiej usuwa się ludzi niemiłych Żydom, a nam przyjaznych...". Ten fragment mógłby się znaleźć w "Dziedzictwie".
Przez dziesiątki lat Dmowski uparcie zespalał sprawy polskie z obsesją żydowskiego spisku. W "Dziedzictwie" miłość do ziemi ojczystej i antysemityzm tworzą jeden pogmatwany supeł. Prawda, że takie - nazwijmy je - poglądy istniały przed Dmowskim, jak również, że podzielają je ludzie, którzy o nim nie słyszeli.
Jednak może to być znak niedobry, że teraz właśnie stawia się Romanowi Dmowskiemu pomnik w Warszawie. http://serwisy.gazeta.pl/kultura/1,34169,3001444.html
|
Towarzystwo Kultury Polskiej na Donbasie - Prezes Ryszard Zieliński - tel.00380 -6232 6-65-33 - Ks. Witold Józef Kowalów w Diecezji Łuckiej na Wołyniu - Witold Stański, Krefeld - wcześniej: Poryck - ks. Jarosław Wiśniewski tymczasem na misji w CHINACH Kategorie: Wszystkie | 30.10.2005 czwarty raz poświęcony | Biesiada Krzemieniecka | Bohdan Poręba, reżyser | NATO i Unie Europejska | O. REMIGIUSZ KRANC: Z Ostroga na Kolyme | Odchodzą Kazachstańcy – Sybiracy | Pawłokoma | Polsko-Polonijna Organizacja Narodu Polskiego - Liga Polska | Ryszard Zieliński | Stefan Kosiewski | Witold Stański: PORYCK. Miasteczko kresowe | Wspolnota , Pomoc Polakom na Wschodzie, MSZ | ks. Witold Józef Kowalów - Wołanie z Wołynia | ks.Jaroslaw Wiśniewski | w Ostrogu nad Horyniem |
OBECNOŚĆ ŚW. JOZAFATA Uroczystość ekumeniczna we Włodzimierzu Wołyńskim
W liturgiczne wspomnienie św. Jozafata Kuncewicza tradycyjnie gromadzi się liczne duchowieństwo katolickie obu obrządków, łacińskiego i bizantyjsko-ukraińskiego, oraz prawosławne, na wspólnej modlitwie w kościele parafialnym we Włodzimierzu Wołyńskim. W tym roku uroczystość taka odbyła się w przeddzień wspomnienia, tzn. 11 listopada 2006 roku. Na tegoroczne święto przybyli Abp Ivan Jurkovič – Nuncjusz Apostolski na Ukrainie, bp Mychajił Kołtun – ordynariusz grekokatolickiej diecezji sokalskiej, bp Marcjan Trofimiak – ordynariusz rzymskokatolickiej diecezji łuckiej, o. Dariusz Borek OC – prowincjał karmelitów z Krakowa, Ojcowie Bazylianie z miejscowego klasztoru, księża pracujący po obu stronach Bugu, Matka Martyna Wysocka – przełożona generalna Sióstr Benedyktynek Misjonarek. Licznie przybyły siostry zakonne. Obecni byli także przedstawiciele miejscowych władz państwowych oraz goście „zza Buga”, z Hrubieszowa na czele z ks. prał. Andrzejem Puzonem.
W uroczystej Mszy św., której przewodniczył Nuncjusz Apostolski Abp Ivan Jurkovič, koncelebrowało 35 kapłanów. Obecnych było także 8 duchownych prawosławnych z Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Kijowskiego Patriarchatu.
Okolicznościowe kazanie wygłosił Abp Ivan Jurkovič, który mówiąc o pragnieniu całego Kościoła Powszechnego aby „być jednym”, nawiązał do wypowiedzi Papieża Benedykta XVI z 19 marca 2005 roku. Nuncjusz Apostolski wspomniał także o nauczaniu II Soboru Watykańskiego, że „nie ma prawdziwego ekumenizmu bez nawrócenia duchowego”. Mówiąc o „długo oczekiwanej jedności” podkreślił, iż pojednanie jest wspólną misją.
Po Mszy św. odbyła się krótka modlitwa przy ołtarzu Św. Jozafata Kuncewicza i uszanowano jego relikwie. Z krótkim słowem do zebranych zwrócił się bp Mychajił Kołtun i prowincjał o. Dariusz Borek. Zaś bp Marcjan Trofimiak podziękował wszystkim za wspólną modlitwę i zauważył, że „tutaj, w tej świątyni, odczuwa się obecność Św. Jozafata”.
ks. Witold Józef Kowalów
Włodzimierz Wołyński – Ostróg, 11-12 listopada 2006 roku
----- Original Message -----
http://www.rogala.homepage.t-online.de
zobacz:
Konzert z okazji 11 Listopada w Stuttgarcie
i
wysokie odznaczenie dla ks. Witolda Broniewskiego.
Z pozdrowieniami
tadeusz rogala










