|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
EU-Fotos
FREUNDE - PRZYJACIELE
GAZETA POLSKA
IN POLEN - W POLSCE
KOSIEWSKI
Księga - Gästebuch
KULTUR
LITERATUR
Narodowi socjaliści - komuniści - inne NASZE - UNSERE
POLONIA i Polacy za granicami RP
SOWA
SOWA RADIO
UNIA & POLSKA
YES - POLAND
|
środa, 30 sierpnia 2006
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej 27.07.2006 do: Pan Stefan Kosiewski, dot.:Ustanowienie EU-Karty Inwalidzkiej
Ministerstwo BON-II-0780-18 – (3)-JW/06 Warszawa, 27.07.2006 Pan Stefan Kosiewski Prezes Polskiego Ośrodka Kultury Szanowny Panie Prezesie, Odpowiadając na Pana pismo z dnia 15 lipca 2006 r., dotyczące potrzeby ustanowienia EU – Karty Inwalidzkiej (legitymacji inwalidzkiej), pragnę serdecznie podziękować Panu za dostrzeżenie problemu i chęć podjęcia dialogu dotyczącego poruszonego tematu. Jednocześnie nadmieniam, że w związku z powyższym zamierzam zainicjować konsultacje ze środowiskiem osób niepełnosprawnych w Polsce, reprezentowanych między innymi przez organizacje pozarządowe, celem uzyskania opinii dotyczących przedmiotowej sprawy. Z poważaniem Zastępca Dyrektora Biura
Jan Lach
15:44, kulturzentrum , EU- Karta Inwalidzka (legitymacja inwalidzka) / EU-Schwerbehindertenkarte (-Ausweis) Link Skomentuj »
środa, 30 sierpnia 2006
* YES - POLAND European Magazine * TAK - POLSKA Magazyn Europejski * JA - POLEN Europäisches Magazin Kategorie: Wszystkie | 14. Mai 2004 Frankfurt | ART - KUNST | Ambasada - das Botschaft | Buchmarkt - rynek książki | Der Bundeskanzler | Litwa, Polska i EU | Nauka - Wissenschaften | Polska XXI wieku | Prezydent RP | REGIONY | RSS SOWA | Rej. Pr 1513 | Rząd RP - stosunek do Projektu Pisma YES - POLAND - od 1998 r. | Sejm RP - Klub Samoobrona RP | W Kancelarii Prezydenta RP | Wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego u nas we Frankfurcie | diesen Platz - to miejsce | nasze judaica | with ots.Newsreader
Nr. 41 (08/2006) ----- Original Message -----
From: "Schlesisches Museum zu Görlitz" <kontakt@...>
To: "Stefan Kosiewski" <sowa-frankfurt@...>
Sent: Wednesday, August 30, 2006 12:10 PM
Subject: Silesia Newsletter 41 Sehr geehrte Damen und Herren, http://yes.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?67037
Jako biuletyn od 1999 - ISSN 1773-3946 środa, 30 sierpnia 2006
Tygodnik Prawica.net Pierwszy Biuletyn 30.08.2006
----- Original Message -----
From: Prawica.net
Sent: Wednesday, August 30, 2006 5:17 AM
Subject: [Tygodnik Prawica.net] Pierwszy biuletyn
Pierwszy biuletynWitamy w cotygodniowym biuletynie Prawicy.net. Otrzymują go zarejestrowani członkowie witryny. Będzie on zawierał najlepsze (zdaniem polecającego - a będą to różne osoby) artykuły, wydarzenia, blogi i dyskusje na PN. Zapraszam więc do przybycia bądź do późniejszego wysłuchania pierwszego powakacyjnego spotkania w Klubie Prawicy.net. Odbędzie się 30 sierpnia (środa). Temat spotkania: "Tropiciele afer czy aroganccy prezesi?". Goście: Maciej Stańczuk - Prezes WestLB Bank Polska (czytaj artykuł: "Kilka uwag dla tropicieli bankowych afer" oraz poseł Artur Zawisza (PiS), przewodniczący sejmowej komisji śledczej ds. banków i nadzoru bankowego (artykuł "Kilka uwag dla aroganckich prezesów"). Zapraszam Andrzej |
| ||||||||||||||
| ||||||||||||||
Du befindest dich in der Kategorie: Polonia - polnische Diaspora
Senat RP wspiera finansowo tzw. Konvent Organizacji Polskich w RFN, ktory nie jes gemeinnützig, bo nie jest zadna organizacja, tylko zwykla banda cwaniakow
Dienstag, 12.07.2005
SENAT RP należy zlikwidować jako instytucję także i dlatego, że służy on do wyprowadzania pieniędzy
można co roku robić takie same spotkania,
ale po co? czemu to służy?
SENAT RP należy zlikwidować także i dlatego, że służy on do nagannego wyprowadzania pieniędzy podatnika za granicę.
I tak np. Konsul Generalny w Kolonii Elżbieta SOBOTKA nie dopełniła ostatnio obowiązku poinformowania SENATU RP, że w 10.10.1998 r. odbyła się już we Frankfurcie konferencja poświęcona problemom oświaty polonijnej. z udziałem m.in. przedstawiciela Konsulatu RP, tj. kierowanej przez nią Placówki, za którą to konferencję zapłacił ze swoich pieniędzy Pan Prezes Stefan Kosiewski.
Pani SOBOTKA dla ukrycia tego faktu nie zaprosiła w 2005 r. Prezesa Oświaty na spotkanie zorganizowane w dn. 20-22.04.2005 do .: Ośrodka "CONCORDIA" na wsi, opodal Kolonii, żeby nie mógł on np. postawić kłopotliwego pytania:
- jakim to cudem, jaki żydowski czy masoński bank dał w RFN Polakom kredyt w wysokości 1 miliona DM, a imiennie:
świeżo założonemu , w celu odebrania tego kredytu, siedmioosobowemu Katolickiemu Centrum ks. Mrowca i prof. Małoszewskiego, oraz zakupienia tej rudery na prowincji?
- a następnie prof. Stelmachowski (znany z haniebnego spiskowania z komunistami w Magdalence) posłusznie spłacił - z budżetu SENATU RP - w pierwszej transzy
udzielonego kilkuosobowemu stowarzyszeniu, które nie miało żadnych środków własnych, ani na zakupy, ani na działalność, i nie ma ich dziś, ani ze składek, ani z innych darowizn, niż KASA SENATU RP, a nie prowadzi żadnej jawnej działalności gospodarczej.
A jeśli teraz stowarzyszenie ks. Mroziuka i prof. Małoszewskiego nie ma na działalność społeczną prywatnych pieniędzy, to czy musi mu zaraz SENAT RP dawać kasę na spotkania,
które nikomu nic nie dają, poza tą kasą?
Tu CZCZA PISANINA po spotkaniu 20-22.04.2005.

a tu EFEKTY
spotkania się 10.10.1998 r kilku osób w Polskim Ośrodku Kultury we Frankfurcie nad Menem
Bibliografia:
- 10 lat Polskiego Stowarzyszenia Szkolnego „ Oświata ” we Frankfurcie nad Menem - założone w 1992 r., www.20six.de/sowa
- Polnische Bildung in der BRD
sowa um 21:21 | Polonia - polnische Diaspora |
- · Senat RP wspiera finansowo tzw. Konvent Organizacji Polskich w RFN, ktory nie jes gemeinnützig, bo nie jest zadna organizacja, tylko zwykla banda cwaniakow
· 29.8.2006 - Stefan Kosiewski do Prezesa IPN: bo taki Jacek Kuron umial sie ze Sluzba Bezpieczenstwa dogadac !
· 3.08.2006 Tekla Stanczyk: Antylustracja - 4.08.2006 IPN Warszawa: Po rozpatrzeniu Panskiej skargi z dnia 22.03.2006 r....
· Stan Dawid Ligon: Tajna akcja MSZ na obszarach objetych wojna; sukces ewakuacyjny rzadu Jaroslawa K.; 5 Praw Rodaków.
· Vasek Klouda: footbag - zoska - I was just browsing footbag videos on youtube and found this. And guess what...that's my brother playing there ..
sowa magazine
srijeda, 30.kol.2006
Lech Wałęsa poinformował o upoważnieniu danym Kaczyńskiemu do prowadzenia tajnych pertraktacji ze Służbą Bezpieczeństwa
Lech Wałęsa nadesłał w środę, 30 sierpnia 2006 r. informację o treści:
Kaczyński i Wałęsa, Magdalenka
"Ja upoważniłem J. Kuronia i jeszcze około 20 osób w różnym czasie do rozmów w tym z SB, bo wtedy podstawowe decyzje były w ich rękach. Wyznaczeni nie byli upoważnieni do podejmowania decyzji, a tylko do odblokowania marszu do Wolnej Polski. Tajne negocjacje prowadził w jakimś czasie między innymi z mojego polecenia Kaczyński. W tym przypadku chodziło o to by wyrwać komunistom P. Jóźwiaka i P Malinowskiego z ich organizacjami i osadzić zamiast zgłoszonego Kiszczaka Premierem Tadeusza Mazowieckiego".
W nadesłanej przesyłce mowa też o wystąpieniach Kancelarii Prezydenta RP oraz rzecznika Prasowego Rządu zaprzeczających informacji o udzieleleniu braciom Kaczyńskim przez Lecha Wałęsę upoważnienia do prowadzenia tajnych rozmów ze Służbą Bezpieczeństwa.
Komentarz:
Nie wiadomo, czy oficer Służby Bezpieczeństwa znany jako Lesiak prowadząc w latach osiemdziesiątych służbowe rozmowy z Kuroniem i braćmi Kaczyńskimi pytał ich o upoważnienia do występowania w imieniu Lecha Wałęsy. Wiadomo natomiast, że Służba Bezpieczeństwa posiadała w tym czasie niczym nie ograniczony, bezpośredni dostęp do Wałęsy, który po 13.12.1981 r. był dla władz PRL taką samą prywatną osobą jak bracia Kaczyńscy, Kuroń i każdy inny członek 10 milionowego, byłego NSZZ "Solidarność".
Nie wiadomo, jak długo jeszcze Kancelaria Prezydenta RP i Rzecznik Prasowy Premiera tak samo hiperaktywnie i nadgorliwie reagować będą na każdą informację dotyczącą prywatnej przeszłości osób powołanych do pełnienia w Polsce funkcji publicznych.
Wiadomo natomiast, że używanie samolotów, samochodów i telefonów służbowych tudzież wykorzystywanie podległych pracowników do celów prywatnych sprzeczne jest z normami unijnymi.
Wiadomo, że jeśli Polska jest już takim samym unijnym państwem dobrobytu jak grecka część Cypru i Królestwo Belgów, gdzie każdy obywatel ma niezbywalne prawo do posiadania własnej przeszłości prywatnej i przyszłości politycznej, a nawet może mieć na utrzymaniu żyda w rodzinie, być pedałem, homoseksualistą i nie musi wcale za pomocą stażystki prostować sobie na sposób amerykański cygar, ani odcinać się rzecznikiem od niedwuznacznych pomówień o haniebną przeszłość, gdyż Służba Bezpieczeństwa, carska Ochrana i Gestapo gromadziły przecież na mikrofilmach nie wice i domysły, pełnomocnictwa jednych wystawiane drugim, lecz podpisane zeznania, konkretne dowody, przy pomocy których każdego według potrzeb długo jeszcze będzie można brać w obroty, na serio.
Tekla Stańczyk
http://sowa.beeplog.de/17379_168841.htm
Po mym, napisanym dokładnie rok temu, „Liście otwartym do Tygodnika Podhalańskiego w sprawie kłamstw na temat Grodna oraz Mińska”*, redakcja miesięcznika „Świat Inflant” z Bydgoszczy poprosiła mnie o dalsze spostrzeżenia dotyczące Białorusi, który to kraj, w opinii ponoć dobrze poinformowanej, byłej Sekretarz Stanu USA, Madeleine Albraight, stanowi „Czarną Dziurę w Europie”. Korzystając zatem z wyjątkowo ciepłej aury w miesiącu lipcu, wybrałem się na wycieczkę samochodowo – rowerowo – pływacką na rzeczone Inflanty – czyli Litwę i Łotwę – zwiedzając w drodze powrotnej tę „czarną dziurę” jaką jest, w opinii prominentów USA, Ruś Biała.
Poniżej znajduje się garść spostrzeżeń, których nie wolno publikować w niby-polskiej, wielko i średnionakładowej prasie niby-naszego kraju. Otóż to, co się najbardziej rzuca w oczy, po przekroczeniu granicy z Litwą, to ogromne obszary porzuconych pól uprawnych, „na oko” większe niż te, jakie występują u nas na Pomorzu oraz u naszych sąsiadów na Zachodniej Ukrainie. Trzeba jednak przyznać, że „Rewolucja Anty-Proletariacka”, jaka miała miejsce w Europie Wschodniej kilkanaście lat temu, na Litwie miała też i swój pozytywny aspekt. Stara, przedwojenna polska stacja klimatyczna Druskienniki nad Niemnem jest obecnie dobrze odremontowana i niewątpliwie zachęca turystów i kuracjuszy nie tylko z Polski do jej odwiedzenia. Podobnie wygląda i Wilno, zapchane turystami zupełnie tak samo jak mój „półrodzinny” Kraków. I podobnie jak w Lesie Gubałowskim odzielającym, od reszty Polski, me rodzinne Zakopane, tak i w Wilnie nad Wilejką, bezpośrednio poniżej Wzgórza Giedymina, tamtejsza ludność autochtoniczna zorganizowała coś w rodzaju „salonu wystawowego na wolnym powietrzu” po-konsumpcyjnych śmieci.
W przeciwieństwie jednak do Polski dzisiaj, drogi na Litwie – podobnie jak te na Słowacji – mają dobrą nawierzchnię, wciąż poprawianą, ponoć z funduszy UE. Także i bardzo zadbane są litewskie pełne jezior Parki Narodowe, które poleciłbym wszystkim Polakom, pragnącym odetchnąć od nadmiaru samochodów w naszym kraju. Natomiast gdy przekroczyliśmy w pobliżu Dyneburga granicę z Łotwą, to szosa od razu nabrała tradycyjnie polskiego charakteru, o profilu najwyraźniej skopiowanym ze znaczka jakości „Teraz Polska”. Do „Polski teraz” okazał się być podobnym także i sam Dyneburg, zapyziałe miasto średniej wielkości, upstrzone reklamami produktów tych samych co i w naszym kraju koncernów.
Ponieważ koszty noclegu w ośrodku wczasowym w pobliżu Dyneburga (20 $ od osoby) wydały się nam wygórowane, więc już tego samego wieczora stanęliśmy na pobliskiej granicy z Białorusią. Tutaj, czekając w kolejce samochodowej przez prawie 3 godziny na wpuszczenie nas do „czarnej dziury Europy”, od kierowcy oczekującego przed nami samochodu dowiedzieliśmy się, że w opuszczonym właśnie przez nas Dyneburgu Łotysze stanowią tylko 35 procent ludności, reszta to Rosjanie, Białorusini i ... Polacy, którzy według danych „Świata Inflant” stanowią tam aż 15 procent ludności! Bardzo dużo Polaków musi też mieszkać w odległym o pięćdziesiąt kilometrów od Dyneburga, białoruskim Braclawie, gdzie w sympatycznym hotelu zapłaciliśmy tylko po 12 $ od osoby za komfortowy nocleg i gdzie, zwiedzając następnego dnia rano na rowerach po tę turystyczną miejscowość, natknęliśmy się na lokalny cmentarz, na którym prawie połowa grobów z lat 1970 i 80 miała tablice z napisami po polsku!
Podróżując przez Białoruś, kilka rzeczy w niej napotkanych było miłym potwierdzeniem tego, co widziałem „migawkowo” już rok wcześniej, w czasie kilkudniowego oficjalnego pobytu w Mińsku.
- Po pierwsze, drogi na Białorusi pozbawione są znaku jakości „Teraz Polska”. Są one szerokie, dobrze oznakowane i o ciągle ulepszanej nawierzchni, oczywiście bez żadnej pomocy z UE walczącej z białoruską „dyktaturą”. (Słyszałem nawet od kogoś, kto przyjechał rok temu do Zakopanego z Francji, że w krajach „starej Unii” się szepta, że kraj Łukaszenki jest przygotowany do wstąpienia do UE lepiej niż Polska!)
- Po drugie, jest to jeden z najczystszych krajów w Europie, przynajmniej w zwiedzanych przez nas miejscach publicznych, pod tym względem porównywalny li tylko ze Skandynawią i ewentualnie Szwajcarią.
- Po trzecie, zarówno miasta jak i wsie są od strony estetycznej zadbane, zwłaszcza gdy się je widzi od strony głównych ciągów komunikacyjnych. Byliśmy świadkami jak wręcz „na dniach” remontuje się tam chodniki oraz skwery i to nie tylko w Mińsku i w uzdrowisku „klasy I” jakim jest Narocz, położna nad pięknym jeziorem o tej samej nazwie. Intensywne prace, podnoszące estetykę miasta, widzieliśmy także i w Grodnie, w którego centrum krawężniki układa się nie ze zwykłego betonu, ale ze sztucznego, różowo-czarnego granitu, takiego jakim na całym świecie obkłada się zazwyczaj fasady banków!
Po czwarte, z rozmów z goszczącymi nas przedstawicielami „klasy średniej” (dziennikarz z Witebskiej „Gazety Raboczich” i naczelna białoruskiego miesięcznika literackiego „Niemen”, pani Nina Czajka), dowiedzieliśmy się, iż Białorusini ogólnie są zadowoleni z warunków życia jakie im stworzyła trwająca już 12 lat „dyktatura” ich prezydenta. I chyba prawdą jest opublikowana 24 maja w warszawskiej „Polityce” opinia Jagienki Wilczak, że Białorusinki po prostu są zakochane w swym prezydencie: w gabinecie redakcyjnym pani Czajki dostrzegłem aż 3 fotografie Łukaszenki.
- Po piąte i to jest najważniejszy punkt mego meldunku. Gdy się jedzie przez Białoruś, to w ogóle nie widać porzuconych pól, tak charakterystycznych dla krajobrazu „post-proletariackiej”, Środkowo-Wschodniej Europy. Te zaś obszary upraw, które widziałem, były dobrze obsiane, bez śladów roboty „na odwal się”, jak to widywało się w polskich PGR-ach. Pytaliśmy o tą niezwykłą dla krajobrazu Europy Wschodniej sprawę, goszczących nas dziennikarzy (pani Nina pracowała uprzednio w prezydenckiej telewizji). Dowiedzieliśmy się od nich, że jest to wynik pracy kołchozów będących nie tylko pod presją niespodziewanych „lustracji”, których dokonuje Prezydent z pomocą „wszystkowidzącego” helikoptera, ale i wynik twardego reżymu bankowych kredytów, za pomocą których „wyłącznie białoruskie” banki trzymają równie „narodowe” kołchozy w finansowych kleszczach.
W liczącej obecnie sto tysięcy mieszkańców Lidzie :”biwakowaliśmy” gościnnie w eleganckim „Domu Polskim”, wybudowanym dziesięć lat temu za pieniądze III RP. Od liczącej 72 lata kierowniczki tego Domu, pani Izabeli Tyrkin, dowiedzieliśmy się kolejnych interesujących szczegółów „wojny polsko-polskiej”, jaka została stoczona w roku ubiegłym przez działaczy Związku Polaków Białorusi, przy bardzo aktywnym wsparciu strony „zwycięsko-przegranej” przez władze III RP. Zarówno pani Czajka z Mińska jak i pani Tyrkin z Lidy pytały się nas, skąd się wzięła ta Andżelika Borys, 32 letnia nauczycielka, którą starsze od niej średnio dwa razy gremium działaczy ZPB, w marcu ubiegłego roku w Grodnie, uczyniło swoją przełożoną? (Pani Izabela była obecna na tym specyficznym „walnym zebraniu”, ale z niego wyszła, gdy zobaczyła co się święci.)
Kierowniczka Domu w Lidzie opowiadała nam, że już od momentu, kiedy Borys została członkiem Zarządu ZPB, to robiła wszystko, aby sabotować pracę prezesa tej organizacji, ponoć bardzo utalentowanego dra Kruczkowskiego z Uniwersytetu Grodzieńskiego, pełniącego także funkcję Sekretarza Stowarzyszenia Europejskich Organizacji Polonijnych z siedzibą w Warszawie. Przypomniałem zatem pani Izabeli (czytała ona bowiem mój artykuł w „Głosie znad Niemna” rok temu), że „grupa dywersyjna” pani Borys została przeszkolona do wykonania swej misji w Polsce, także i w Zakopanem, w czasie stażu w redakcji powiązanego z „Gazetą Wyborczą” „Tygodnika Podhalańskiego”. Poinformowałem ją ponadto, że we wrześniu ubiegłego roku byłem w Krakowie, w Pałacu Decjusza, na otwartym dla publiczności sympozjum „Non Violent Revolutions”, gdzie wypowiadali się, głównie zresztą po angielsku, młodzi organizatorzy niedawnych „kolorowych rewolucji” w Serbii, w Gruzji i na Ukrainie. I choć operujący tylko językiem angielskim, dostojny wiekiem „moderator” tego sympozjum zapewniał publiczność, że i na Białorusi „kolorowa rewolucja” się uda, to obecni na sali młodzi Białorusini byli bardzo sceptyczni odnośnie „sukcesu demokracji” w ich kraju.
Pani Izabela nam opowiedziała, że w ramach sankcji za brak poparcia dla commandante Borys, Konsulat Polski (czyżby naprawdę polski?) w Grodnie otrzymał nakaz odmawiania wiz wjazdowych do naszego (czyżby naprawdę naszego?) kraju wszystkim, zazwyczaj starszym już wiekiem działaczom ZPB. Tym właśnie działaczom, dzięki których staraniom i zazwyczaj społecznej pracy, Polacy na Białorusi po 1990 roku tak sprawnie się zorganizowali i wyposażyli w liczne tam Domy Polskie. Około 50 tych działaczy otrzymuje z Konsulatu RP od zeszłego roku odpowiedź, że „ich obecność w Polsce mogłaby okazać się być niebezpieczną dla państwa”. Rezultat tej, wzorowanej na polityce USA, „zabawy w sankcje”, widzieliśmy w Domu Polskim w Lidzie: w dwóch tamtejszych umywalkach pourywały się sprowadzone z Polski, luksusowe „naciskowe” kurki, których na Białorusi nie da się naprawić, zaś kierowniczka Domu ma zakaz wyjazdu do odległych o 150 kilometrów „europejskich” Suwałk, by móc zakupić nowe!
Trzeba przyznać, że pomimo wyraźnie wyższego standardu życia na Białorusi w porównaniu z Ukrainą, która była bogatsza od niej w czasach „dyktatury proletariatu”, wyposażenie ludności w artykuły luksusowe jest wyraźnie słabsze niż w Polsce (mountain bikeów, podobnych do tych wiezionych na dachu naszego samochodu, widziałem tylko pojedyncze egzemplarze na tamtejszych ulicach i szosach). Te braki materialne wynikają przede wszystkim z ogólnie niższych niż w Polsce zarobków: nauczycielka w Lidzie, która ma wkrótce zastąpić odchodząca na emeryturę panią Tyrkin, zarabia obecnie około 220 dolarów na miesiąc, co jednak jest uposażeniem dwukrotnie wyższym od tego, jakie otrzymują nauczyciele na Ukrainie, przy prawie takich samych kosztach utrzymania w obu krajach.
Te braki materialne mają jednak i swą pozytywną stronę. Dyktator Łukaszanko ponoć naucza swój „kołchoz ze sprywatyzowanym sektorem handlowym oraz prasowym”, że jak jego podwładni zaczną się przejadać, to utyją i zaczną chorować. I rzeczywiście, na Białej Rusi zdecydowana większość obywateli jest smukła, zaś wyjątkowo zgrabne „laski”, jakie miałem możność obserwować w centrum Lidy (gdzie ponoć 60 procent ludności jest polskiego pochodzenia), są chodzącą antyreklamą zbliżającej się szybko do Polski, super-cywilizacji młodych żeńskich „grubasonów made in USA”.
Żeby jednak przedostać się do tej „czarnej dziury” naszego (czyżby jeszcze naszego?) Kontynentu, obywatele Polski Dzisiaj musza pokonać Żelazną Kurtynę Strachu, jaką rozpostarły nad ich umysłami „niby-polskie” władze i niby-polskie media. Dzięki tej KURTYNIE MYŚLI ilość kosztujących tylko 6 dolarów wiz, wydanych Polakom przez białoruskie konsulaty, spadła z 60 tysięcy (w pierwszym półroczu?) ostatniego roku, do tylko 25 tysięcy w roku bieżącym. Podejrzewam, że „normalni Polacy” po prostu boją się zobaczyć na własne oczy, jakim to „bogatym dziadostwem na wzór USA” stała się upstrzona gigantycznymi reklamami i totalnie zakorkowana samochodami, nasza Ojczyzna.
Na zakończenie tego „meldunku z Czarnej Dziury Cywilizacji”, podam przykład, do jakiego stopnia ja sam dałem się wystraszyć niby-polskiej propagandzie. Otóż po przejechaniu granicy z Białą Rusią, najzwyczajniej się bałem, czy nasz Opel Astra pojedzie bez uszczerbku na lokalnej benzynie 95 oktanów. Pojechał bez zarzutów. W dodatku na stacji benzynowej w Mińsku się dziwiono, że biorę benzynę „95” a nie tę tańszą o prawie 25 procent „92”. Dopiero na stacji benzynowej w nadgranicznym Grodnie, od kierowcy polskiego TIR-a się dowiedziałem, że jakość benzyny na Białorusi jest wyraźnie lepsza niż w Polsce, bo jest ona tam zbyt tania by ją „chrzczono”. Usłyszawszy te mą opowieść jeden z bywalców Cafe Piano w Zakopanem dodał, ze szwindle z benzyną na Białorusi się nie opłacają, bo to zbyt drogo mogłoby kosztować takich specyficznych „inwestorów”.
k.o. „delegat”
* Rzeczony tekst p.t. „Solidarność kłamstwa w sprawie Grodna oraz Mińska” (patrz załącznik) w roku ubiegłym opublikował, już sierpniu, krakowski tygodnik ogłoszeniowy „Bazar Małopolski – gazeta spod lady”, oraz we wrześniu „pozakioskowy” miesięcznik „Ojczyzna”. Dopiero niedawno dowiedziałem się, że w październiku ten „List otwarty” ukazał się także w „Świecie Inflant”, związanym z literacką oficyną „Akant” w Bydgoszczy. Na Białorusi mój list został opublikowany w „Głosie znad Niemna”, organie ZPB.




















Stefan Kosiewski, Barbara Jędrzejczak